Zakładasz firmę, bo jesteś dobra w tym, co robisz. Chcesz projektować wnętrza, prowadzić biuro rachunkowe, tworzyć piękne rzeczy, doradzać klientom, sprzedawać swoje produkty albo świadczyć usługi, na których naprawdę się znasz. Nikt jednak na początku nie mówi Ci, że wraz z własną firmą dostajesz w pakiecie kilka dodatkowych stanowisk. Nagle jesteś specjalistką w swojej dziedzinie, ale również handlowcem, osobą od obsługi klienta, administracji, faktur, zamówień, reklamacji i tysiąca drobiazgów, które „zajmą tylko pięć minut”. A do tego dochodzi jeszcze marketing.
I właśnie gdzieś pomiędzy odpisaniem klientowi a wystawieniem faktury przypominasz sobie: „O matko. Od tygodnia nic nie wrzuciłam na Instagram”.
Wchodzisz więc na Instagram. Patrzysz, co robi konkurencja. Zapisujesz trzy rolki. Jedna jest nawet całkiem fajna, więc może nagrasz podobną. Ale nie dzisiaj, bo nie masz czasu. Może jutro. W końcu dochodzisz do wniosku, że trzeba chociaż wrzucić jakiś post.
„ChatGPT, napisz mi post na Facebooka…”
Brzmi znajomo?
Właścicielka małej firmy, czyli człowiek od wszystkiego
W większej firmie ktoś przygotowuje strategię, ktoś inny pisze teksty, grafik robi grafikę, specjalista od reklam ustawia kampanie, a osoba od social mediów pilnuje publikacji. W małej firmie bardzo często cały ten dział marketingu ma jedno imię – Twoje. I naprawdę trudno się dziwić, że marketing ląduje na końcu listy. Jeśli klient czeka na ofertę, telefon dzwoni, trzeba przygotować zamówienie albo właśnie wydarzyło się coś, czego absolutnie nie było w planie, raczej nie pomyślisz: „Świetnie, teraz przez godzinę zastanowię się nad rolką”.
Problem pojawia się wtedy, kiedy taki sposób działania trwa miesiącami. Social media zaczynają działać od przypadku do przypadku. Przez kilka dni publikujesz regularnie, później zapada cisza. Pojawia się trend, więc nagrywasz trend. Masz ładne zdjęcie, więc wrzucasz zdjęcie. Konkurencja zaczyna publikować rolki, więc dochodzisz do wniosku, że też powinnaś.
Dużo działania, mało pewności, czy właściwie prowadzi Cię ono gdziekolwiek.
Najgorsze nie jest to, że nie masz czasu. Najgorsze, że za każdym razem zaczynasz od zera
To właśnie tutaj często leży największy problem.
Wyobraź sobie, że chcesz dziś opublikować jeden post. Najpierw musisz zdecydować, o czym będzie. Później zastanowić się, co napisać. Następnie wybrać zdjęcie albo zrobić grafikę. A może jednak rolka? Jeśli rolka, to trzeba wymyślić pierwsze zdanie, nagrać materiał, zmontować go i jeszcze napisać opis.
Na końcu zostaje jeszcze pytanie: po co właściwie to publikuję?
Jeśli za każdym razem zaczynasz dokładnie w tym miejscu, nic dziwnego, że marketing zajmuje Ci mnóstwo czasu. Za każdym razem podejmujesz od nowa kilkanaście małych decyzji.
Dlatego czasem problemem wcale nie jest: „Nie mam czasu na marketing”.
Problem brzmi raczej: „Nie mam poukładanego sposobu działania, więc za każdym razem muszę wymyślać swój marketing od początku”.
I to jest dobra wiadomość. Bo łatwiej uporządkować sposób działania, niż magicznie znaleźć dodatkowe trzy godziny w każdej dobie.
„Muszę coś wrzucić” to jeszcze nie jest strategia marketingowa
Regularność jest ważna, ale samo regularne publikowanie nie sprawi automatycznie, że social media zaczną wspierać Twój biznes. Możesz przez pół roku publikować trzy razy w tygodniu i nadal nie osiągać efektów, jeśli nie wiesz, do kogo mówisz, co chcesz tej osobie przekazać i jaki cel mają Twoje działania.
Zanim więc zaczniesz zastanawiać się, czy dzisiaj lepsza będzie rolka, karuzela czy zdjęcie, odpowiedz sobie na kilka prostszych pytań. Kto jest Twoim klientem? Z jakim problemem do Ciebie przychodzi? Czego może nie wiedzieć przed zakupem? Co powstrzymuje go przed podjęciem decyzji? Co chcesz, żeby pomyślał o Twojej marce po miesiącu obserwowania Twoich treści? Dopiero później warto zastanawiać się nad formatem.
Bo rolka nie jest strategią. Instagram nie jest strategią. „Będę publikować trzy razy w tygodniu” również nie jest strategią.
To są narzędzia i działania. Najpierw trzeba wiedzieć, co właściwie chcesz dzięki nim osiągnąć.
Zrób jedną rzecz, zanim znowu będziesz potrzebowała posta „na już”
Jeżeli regularnie dopada Cię słynne „nie wiem, co publikować”, zrób sobie proste ćwiczenie.
Weź kartkę, otwórz notatki w telefonie albo dokument na komputerze i wypisz pięć pytań, które najczęściej zadają Ci klienci. Następnie pięć błędów, które najczęściej popełniają przed zakupem Twojego produktu lub usługi. Dopisz pięć rzeczy, które warto wiedzieć przed rozpoczęciem współpracy z Tobą, pięć sytuacji z życia Twojej firmy, które możesz pokazać od kuchni, oraz pięć historii, problemów lub sytuacji, z którymi przyszli do Ciebie klienci.
Właśnie powstało 25 potencjalnych tematów.
I prawdopodobnie są dużo lepsze niż lista „30 pomysłów na rolki dla każdej firmy”, którą znajdziesz w internecie. Bo wynikają z Twojego biznesu i z tego, czego naprawdę potrzebują Twoi klienci.
Taki bank pomysłów można później rozwijać. Jedno pytanie klienta może stać się krótką rolką. Z pięciu najczęstszych błędów powstanie karuzela. Jedna historia z realizacji może być świetnym postem. Z jednego większego tematu możesz stworzyć artykuł na blog, kilka postów i serię stories.
I nagle marketing przestaje zaczynać się od pustej kartki.
„Dobra, ale przecież teraz jest AI”
Oczywiście. I bardzo dobrze.
Sama korzystam z AI i uważam, że dla osoby, która prowadzi firmę i samodzielnie zajmuje się marketingiem, może być fantastycznym wsparciem. Może pomóc znaleźć kolejne pomysły na treści, stworzyć hook do rolki, przygotować pierwszą wersję tekstu, rozpisać scenariusz albo przerobić jeden temat na kilka różnych formatów.
Problem zaczyna się wtedy, kiedy oczekujemy, że AI podejmie za nas wszystkie decyzje.
Jeśli napiszesz: „Przygotuj mi 10 postów dla mojej firmy”, prawdopodobnie dostaniesz 10 postów. Tylko czy będą dobre? Czy będą brzmiały jak Ty? Czy będą odpowiadały na problemy Twoich klientów? Czy będą realizowały konkretny cel?
AI może przyspieszyć marketing. Nie zastąpi jednak wiedzy o Twoim kliencie i Twoim biznesie.
Najpierw Ty musisz wiedzieć, dokąd chcesz iść. Dopiero później warto zatrudnić AI w roli bardzo szybkiego pomocnika.
A potem pojawia się jeszcze: „Czy ja w ogóle mogę to opublikować?”
Jakby tych wszystkich decyzji było mało, prowadząc firmowe social media, prędzej czy później trafisz również na pytania prawne.
Czy mogę użyć tej muzyki w rolce firmowej? Czy mogę pokazać klienta na zdjęciu? Czy mogę wykorzystać zdjęcie znalezione w internecie? Jeśli inspiruję się czyjąś rolką, to jeszcze inspiracja czy już kopiowanie? Co z grafikami i tekstami przygotowanymi przez AI? Czy ktoś może zacząć działać pod nazwą bardzo podobną do nazwy mojej firmy?
I nie, rozwiązaniem nie jest rezygnacja z publikowania czegokolwiek ze strachu, że „może nie wolno”.
Chodzi o to, żeby znać podstawowe zasady i podejmować świadome decyzje. Tak samo jak w całym marketingu.

Marketing ma Ci pomagać prowadzić firmę, a nie dokładać kolejny etat
Nie musisz publikować codziennie. Nie musisz być na każdej platformie. Nie musisz nagrywać wszystkich trendów. Nie musisz też spędzać połowy niedzieli na przygotowywaniu postów na kolejny tydzień.
Naprawdę nie chodzi o to, żeby robić więcej marketingu.
Chodzi o to, żeby robić go bardziej świadomie.
Wiedzieć, do kogo mówisz. Wiedzieć, jakie tematy chcesz poruszać. Mieć bank pomysłów, do którego możesz wrócić. Rozumieć, po co publikujesz konkretną treść. Korzystać z AI tam, gdzie rzeczywiście oszczędza Ci czas. I znać podstawowe zasady prawne, żeby później nie zastanawiać się przy każdej rolce: „Kurczę, czy ja właściwie mogę to zrobić?”.
Kiedy te rzeczy są poukładane, przygotowanie kolejnego posta przestaje oznaczać rozpoczynanie całego procesu od zera.
Jeśli chcesz w końcu poukładać marketing swojej firmy
Właśnie z takich rozmów i problemów, które regularnie widzę u przedsiębiorców, powstało szkolenie „Jak tworzyć skuteczne treści do mediów społecznościowych, budować markę i działać legalnie?”, które prowadzę razem z radcą prawnym Markiem Klisiem.
Nie chciałam tworzyć kolejnego szkolenia, podczas którego przez kilka godzin oglądasz prezentację, zapisujesz pół notesu, wracasz do domu i w poniedziałek nadal zastanawiasz się: „No dobrze, ale co ja mam właściwie zrobić u siebie?”.
Dlatego pracujemy na prawdziwych biznesach uczestników. Porządkujemy grupę odbiorców, cel komunikacji i filary treści. Szukamy konkretnych tematów na posty i rolki, rozmawiamy o AI, trendach i tworzeniu contentu. Do tego dochodzi perspektywa prawna – od muzyki i zdjęć po wizerunek, AI i ochronę marki.
A później przechodzimy do praktyki i układamy to wszystko dla Twojej firmy. Bo jeśli marketing już ma być częścią prowadzenia własnej firmy, dobrze byłoby, żeby wreszcie zaczął tę firmę wspierać. A nie był tylko kolejną pozycją na niekończącej się liście „do zrobienia”.



